Blog Prawo karne

  • Ewa Ornacka - polska dziennikarka i scenarzystka. Z wykształcenia pedagog. Pracę dziennikarską rozpoczęła na początku lat 90. w redakcji "Głosu Szczecińskiego".

12 kwietnia / Sprawy (nie)zapomniane

Kochający ojciec czy bezduszny podpalacz?

W nocy z 9 na 10 maja 2013 r. w Jastrzębiu Zdroju miała miejsce jedna z największych tragedii, a jak się później okazało także zbrodni ostatnich lat. W pożarze domu zginęła prawie cała rodzina - matka oraz czworo dzieci. Ojciec rodziny znajdował się tej nocy poza domem. Mimo, że pożar objął stosunkowo małą powierzchnię domu, przeżył go jedynie 18-letni syn pary, który swoje ocalenie zawdzięcza temu, że pozostawił na noc otwarte okno w swoim pokoju. Przyczyną śmierci pozostałych osób było zatrucie tlenkiem węgla.

Poruszający pogrzeb matki i czwórki dzieci transmitowały media, przez pierwsze tygodnie po tragedii, ojciec rodziny Dariusz P. ukazywany był w nich jako osoba dobroduszna, mocno związana z kościołem, silnie przeżywająca swoją tragedię w pełnym wiary przekonaniu, że nawet tak wielka strata musi mieć jakiś sens. Pół Polski współczuło mężowi i ojcu tak wielkiej tragedii.

Ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich było postawienie Dariuszowi P. przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach zarzutów zabójstwa żony oraz czwórki dzieci, a także usiłowania zabójstwa najstarszego syna. Kilka tygodni trwało zbieranie dowodów, by w końcu móc postawić odpowiednie zarzuty. Motywem zbrodni miała być chęć wyłudzenia odszkodowania, które mogłoby pokryć długi, w które popadła firma Dariusza P. Z ustaleń prokuratury wynika, że ojciec rodziny odpowiednio wcześniej zaplanował całą zbrodnię. Według śledczych mężczyzna pozamykał w domu szczelnie okna oraz rolety, a także zabezpieczył je tak, by nie można było ich otworzyć od wewnątrz. Następnie podpalił dom i wyszedł z niego zamykając na klucz drzwi, aby odciąć rodzinie ostatnią drogę ucieczki. Najstarszy syn obudził się, a zobaczywszy dym zadzwonił w pierwszej kolejności do ojca. Ten niestety nie odebrał telefonu. Analiza logowań z telefonu podejrzanego wskazuje, że Dariusz P. znajdował się blisko płonącego domu, a nie jak zeznawał, kilkanaście kilometrów dalej. Szybkie zaalarmowanie straży pożarnej przez chłopaka spowodowało, że dom nie spłonął w całości, a co za tym idzie pozostały ślady, które pozwoliły śledczym dojść do prawdy o winowajcy.

Proces ojca rodziny trwa. Jego dobrze przygotowane zeznania, a także udawana na sali sądowej histeria nie przekonuje prokuratury, która jest pewna winy ojca rodziny. Wielu, którzy początkowo gorąco mu współczuli i łączyli się w bólu, pogrążona w żałobie dalsza rodzina ofiar, mieszkańcy Jastrzębia Zdroju i cała Polska - wszyscy oczekują ze zniecierpliwieniem wyroku w tej sprawie. Czy teoria prokuratury o ojcu-podpalaczu znajdzie swoje potwierdzenie?

Komentarze (0)

Dodaj

Zobacz również...