Blog Prawo karne

  • Ewa Ornacka - polska dziennikarka i scenarzystka. Z wykształcenia pedagog. Pracę dziennikarską rozpoczęła na początku lat 90. w redakcji "Głosu Szczecińskiego".

4 kwietnia / Sprawy (nie)zapomniane

W skórze krakowskiego Hannibala Lectera

Jedna z najbardziej szokujących i tajemniczych zbrodni w Polsce już niedługo może znaleźć swoje rozwiązanie. Być może po 18 latach śledztwa uda się zidentyfikować oprawcę studentki z Krakowa, zwanego polskim Hannibalem Lecterem, ze względu na swoje wyjątkowo brutalne metody.

 Śledztwo dotyczące zabójstwa studentki, zwane także sprawą “Skóry”, przejęła w minionym roku Prokuratura Apelacyjna. Zleciła badania, które po wielu latach mogą doprowadzić do schwytania zabójcy. Bo funkcjonariusze z Archiwum X, jednostki zajmującej się niewyjaśnionymi zbrodniami, którzy badali sprawę, są pewni - to było precyzyjnie zaplanowane morderstwo.

 Oprawca Kasi pewnie już czuje oddech sprawiedliwości na karku. Biegli posiadają kilkaset nowych śladów biologicznych ze szczątków dziewczyny, m. in. ludzkie włosy różnej długości i kolorów, oraz włókna, prawdopodobnie z ubrań. Do materiałów dowodowych został także włączony rysopis sprawcy sporządzony w oparciu o wizje słynnego jasnowidza, Krzysztofa Jackowskiego.

 Tajemnicze zniknięcie

 Kraków, 12 listopada 1998 roku - tego dnia mama Kasi, studentki religioznawstwa, a wcześniej psychologii na Uniwersytecie Jagiellońskim długo czekała na córkę w jednej z nowohuckich przychodni. Kasia nie pojawiła się ani na spotkaniu, ani w domu. To był ostatni dzień, w którym ktokolwiek widział ją żywą.

 Przez kilka miesięcy bezskutecznie poszukiwano jakiegokolwiek tropu, który pozwoliłby ustalić co stało się tego feralnego dnia. W akcję poszukiwawczą zaangażowała się policja i prywatny detektyw wynajęty przez matkę zaginionej.

 Jedynym śladem był dwukrotny telefon do matki Kasi od pewnego mężczyzny, który twierdził, że “dziewczyna szlaja się po pubach w Zakopanem”. Proponował spotkanie na krakowskim rynku. Do konfrontacji jednak nigdy nie doszło.

 Tragiczne odkrycie

 Kilka miesięcy później, 7 stycznia 1999 roku, kapitan barki “Łoś” odkrył, co stało się z zaginioną studentką. Dzień wcześniej, cumując łódź u wybrzeży Wisły zanotował nagły spadek obrotów. Pomyślał, że pewnie w śrubę wkręciły się wodorośla lub jakieś śmieci. Następnego dnia rano, gdy wraz z mechanikiem dostali się do turbiny, odkryli, że nie były to żadne rośliny, a…ludzka skóra.

 Początkowo policja pomyślała, że to śruba mogła spowodować ściągnięcie skóry z ciała, jednak ta hipoteza okazała się błędna. Po kilku dniach ustalono, że skóra należała do zaginionej Kasi. Kilka dni później, znaleziono odciętą nogę dziewczyny i fragment spodni.

 Kuśnierz i polski Hannibal Lecter

 Mocnym podejrzeniem śledczych była starannie zaplanowana zbrodnia na tle seksualnym. Skóra została ściągnięta z dziewczyny z niemalże medyczną precyzją. Nie było na niej żadnych śladów, a reszty ciała nigdy nie odnaleziono. Niektóre badania fragmentu skóry wskazują na upadek z dużej wysokości, inne na tortury. Ustalono także, że sprawca nakładał skórę na siebie, miała być swoistego rodzaju kostiumem. Od tego momentu śledczy zaczęli nazywać go “Kuśnierzem”, a sprawa budziła silne skojarzenia z filmem “Milczenie Owiec”. Efekt naśladownictwa jest dobrze znany kryminologii. Można więc przypuszczać, że film mógł być czynnikiem, który miał wpływ za zachowania sprawcy. Mógł wpłynąć na jego fantazje i pokazać mu jak rozładowywać napięcie.

 Przez pół roku od momentu odnalezienia szczątków śledczy utrzymywali odkrycie w tajemnicy, żeby nie wywołać społecznej paniki.

 Kasia

 Kasia była 23-letnią studentką. Początkowo studiowała psychologię, później historię, aż ostatecznie zdecydowała się na religioznawstwo. Była osobą skromną, skrytą i zachowawczą, ale miłą. Jej ulubionym zespołem była rockowa grupa Grateful Dead. Miała zaledwie dwie koleżanki, jeszcze z czasów podstawówki, chociaż nawet im nie mówiła za wiele. Jej matka, psycholog, zarzucała sobie to, że w odpowiednim czasie nie zauważyła problemów swojej córki. Media rozpisywały się także o depresji dziewczyny, która mogła być spowodowana śmiercią ojca.

 Kasia była bardzo zżyta ze swoim ojcem, zwłaszcza że była jedynaczką, “córeczką tatusia”. Pewnego dnia, 3 lata przed zaginięciem dziewczyny, wybrali się razem na wycieczkę w góry. Niestety mężczyzna poślizgnął się i spadł. Doznał urazu kręgosłupa, w efekcie czego zachorował i zmarł. Studentka obwiniała się za taki rozwój wydarzeń. 

 Starając się dowiedzieć jak najwięcej o ofierze, śledczy doszli do tego, że nikt nie wiedział, gdzie dziewczyna przebywała przez ostatnie dwa tygodnie przed zaginięciem. Matka twierdziła, że uczęszczała na zajęcia, ale Kasi nikt na nich nie widział.

 Błądzenie

 W śledztwie pojawiały się różne fałszywe tropy, które w większym lub mniejszym stopniu wiązały sprawę studentki z innymi zbrodniami.

 Śledczy natrafili na ślad mężczyzny, który w latach osiemdziesiątych dokonał podobnego czynu - zabił żonę i syna. Syna poćwiartował, a z głowy żony zdjął skórę. Kilkanaście miesięcy przed zaginięciem Kasi został wypuszczony ze szpitala psychiatrycznego. Po dotarciu do mężczyzny, śledczy stwierdzili jednak, że ze względu na fatalny stan zdrowia, nie był on zdolny dokonać tak brutalnej zbrodni.

 Pod koniec maja 1999 roku pojawił się trop, który u śledczych wzbudził nadzieję na rozwiązanie sprawy studentki z Krakowa. W podkrakowskiej gminie Mogiliany doszło do zbliżonej technicznie zbrodni. Ofiarą był Rosjanin od lat mieszkający w Polsce, Witalij W. Mordercą okazał się jego syn, Wladimir W., który zabił i ściągnął skórę ze swojego ojca. Następnie ją zszył, ubrał i przed dziadkiem udawał swojego rodziciela. Co ciekawe, sprawca zbrodni, Wladimir podobnie jak Kasia studiował psychologię.

 Było jednak wiele szczegółów odróżniających te dwie zbrodnie. Przede wszystkim motyw - powiązanie Wladimira ze swoim ojcem było oczywiste - syn żywił nienawiść do ojca. Z krakowską studentką nie łączyło go nic, a już tym bardziej związek seksualny, przez który prawdopodobnie zginęła dziewczyna. Różniły się także metody oskalpowania. Ostatecznie więc nie powiązano Wladimira z krakowską zbrodnią.

 Jeden z tropów prowadził też do Roberta J. Mężczyzna kupował damską bieliznę i spacerował w niej nad Wisłą. Ponadto leczył się psychiatrycznie. Wykluczono jednak udział Roberta J. w zabójstwie studentki.

 Mimo pojawienia się nowych faktów - badań lekarza, dr. Tomasza Konopki, który odkrył, że ślady na skórze dziewczyny mogą wynikać wyłącznie z trzech przyczyn: upadku z dużej wysokości, strzału w usta lub wypadku samochodowego przy prędkości powyżej 80 km/h - śledztwo zostało umorzone w 2000 roku.

 Nowe czasy, nowe dowody

 Akta sprawy “Skóry” trafiły ponownie na biurka funkcjonariuszy polskiego Archiwum X po 12 latach. Postęp technologii i medycyny pozwolił na przeprowadzenie badań, które ponad dekadę temu nie były możliwe. W sprawę został także zaangażowany słynny jasnowidz, Krzysztof Jackowski. Jego wizje sięgały czasu jeszcze sprzed zabójstwa i opisywały zdarzenia, które doprowadziły do zbrodni. Na podstawie słów jasnowidza stworzono rysopis sprawcy, który w całości pokrywał się ze zdjęciem jednego z podejrzanych przez prokuraturę. Wizja Jackowskiego została włączona do sprawy jako materiał dowodowy. Ale choć interesująca dla śledczych, nie jest jeszcze wystarczającym dowodem dla ujęcia sprawcy.

 Jedno jednak według nich jest pewne - osoba, która zabiła dziewczynę znała ją. Łączyła ich szczególna, duchowa więź, a mężczyzna miał na dziewczynę bardzo duży wpływ psychiczny. Być może był dla niej autorytetem. Niemało istotna jest tutaj kwestia relacji dziewczyny z ojcem - być może morderca wykorzystał depresję studentki po stracie bliskiej osoby i osobistego autorytetu i konieczność przełożenia tej więzi na kogoś innego.

 W 2014 roku zmieniła się ekipa prowadząca sprawę. Przejęła ją Prokuratura Apelacyjna i zmienili się funkcjonariusze Archiwum X. Wszystko to miało pozwolić na nowe, świeże spojrzenie na sprawę i zebrane dowody. Zlecony został także szereg badań, a śledczy zwrócili się o pomoc biegłych, m.in. z chemii, biologii, daktyloskopii i innych.

Prawdopodobnie oprawca Kasi od wielu lat znajduje się w wąskim kręgu podejrzeń organów ścigania. Być może po tylu latach błądzenia, policji uda się zebrać wystarczająco obciążające dowody i zamknąć krakowskiego Hannibala Lectera w więzieniu na długie lata.

Komentarze (1)

Dodaj

Szkoda tego z Krakowa , bo to niewinny człowiek.

Starling. 26 maja

Zobacz również...